piątek, 29 października 2010
Czas zadumy
Nadchodzi Dzień Wszystkich Świętych, znowu wszyscy ruszą ogromną batalią na cmentarze. Będą się przepychać między sobą, targować z handlarzami o każdą złotówkę, kupując znicze i wieńce. Jak byłam dzieckiem, zawsze się bałam, że ktoś mnie przygniecie w tym tłumie. Trzymałam się kurczowo taty, ściskając go mocno za rękę. Teraz jestem już dużą dziewczynką, ale ten ogrom ludzi nadal mnie przeraża i myślę sobie "Dlaczego tak rzadko jeżdżę na grobu bliskich w ciągu roku?". Przecież wtedy nie ma ścisku, można spokojnie przejść alejkami, zapalić znicz, położyć świeże kwiaty. Smutne to jest, że tak rzadko pamiętamy o zmarłych, o ludziach, którzy byli nam bliscy. Czy o mnie też mało kto będzie pamiętał? Albo będzie pamiętał tylko od święta?? Aż mnie ciarki przechodzą na tę myśl, ale przecież kiedyś umrę. Mój kolega kiedyś powiedział, że jego ulubionym świętem jest właśnie Święto Zmarłych...bo dotyczy każdego. I miał rację, prędzej czy później będzie dotyczyć każdego z nas.
czwartek, 28 października 2010
Implikacje debilnych wiadomości tekstowych
Siedzę z mamą przy stole i jemy obiad, co ostatnio zdarza się dość rzadko. Nagle słyszę ten dźwięk....i już myślę "oo, to pewnie sms od niego", ale kończę na spokojnie obiad z pewnością, że to na pewno on. Idę do swojego pokoju, otwieram torebkę i wyjmuję telefon. Masz jedną wiadomość.. od numeru 73113, hmm, to nie on... znowu durna reklama. Zła na siebie za tę naiwność szesnastolatki odczytuję smsa. "Masz to szczęście i byłeś na liście i weźmiesz udział w losowaniu 40 000 zł.... bla bla bla..srutututu pęczek drutu itd...." Myślę sobie, że ja to mam szczęście... w ciągu miesiąca stałam się już milionerką i brałam udział w 1000 losowań wyjebanych w kosmos samochodów. Pytam ja się więc "Gdzie ta kasa i gdzie te samochody????". Jakim prawem te ciule przysyłają mi w kółko debilne smsy???? A ja zawsze myślą, że to ktoś znajomy, że przyjaciółka na piwo zaprasza, że to on właśnie napisał. No szlag mnie kiedyś trafi.
piątek, 22 października 2010
Szczęśliwa?
Doszłam dziś do pewnego wniosku, że ludzie nie potrafią się cieszyć z tego, co mają i ja jestem tego doskonałym przykładem. Choćby nie wiem jak cudownie było, zawsze znajdę jakieś "ale", zawsze będę chciała coś ponad to. Chociaż w sumie nie......... znajdowałam jakieś "ale", chciałam coś ponad to. Teraz postanowiłam dobrowolnie ulec metamorfozie i cieszyć się wszystkimi wspaniałymi rzeczami, które mnie otaczają. I choćbym miała na pewne szczęśliwe momenty czekać nie wiem jak długo, to się cieszę, bo nadają one kolorów mojemu światu. A czekając na nie, mogę wspominać te, które już były. Z resztą wcale nie jest tak źle z tym moim małym światem... codziennie dzieje się coś, co wyzwala uśmiech na mojej buźce. Chyba jestem po prostu szczęśliwa, dzięki tym małym codziennym radościom i tym trochę większym niecodziennym.
czwartek, 14 października 2010
...
Czasami można powiedzieć tylko dwa słowa, bo nic innego nie oddaje naszego nastroju.... KURWA MAĆ
czwartek, 7 października 2010
Szał zakupów
Moja mama mnie mile zaskoczyła. Z okazji 35-lecia pracy dostała potrójną premię i z tego tytułu uznała, że pojedziemy na ubraniowe zakupy, całkowicie na jej koszt. Dziś rano wyruszyłyśmy pełne zapału do obejścia wszystkich sklepów!!!! Złaziłyśmy się straszliwie, ale warto było. Kilka fajnych ciuszków daje naprawdę dużo radości. Poza tym kilkugodzinne chodzenie w poszukiwaniu ubrań pozwala spalić naprawdę sporo kalorii. Przyjemne z pożytecznym można rzec :) Szkoda tylko, że portfel na tym cierpi...
niedziela, 3 października 2010
Trudno tak......
Dlaczego jak ja się zakochuję, to musi to być albo popapraniec, albo facet zajęty albo po prostu ktoś, kto mieszka jakieś 400 km ode mnie? Tym razem chodzi o odległość....... i myślę, że to może być główna przeszkoda na drodze do mojego szczęścia w kwestii uczuć... Wszyscy mi mówią, że co ma być, to będzie. Ale ja nie chcę, żeby życie decydowało za mnie... to ja chcę decydować o swoim życiu. I może ktoś powie, że jestem nadgorliwa i upierdliwa, ale nic mnie to nie obchodzi. Czasami lepiej wyjść na głupka i wiedzieć, że przynajmniej się spróbowało, niż siedzieć cicho i 30 lat później pluć sobie w brodę i zastanawiać się, czy można było zrobić coś więcej. Za niecałe dwa tygodnie zdobędę się na odwagę i zacznę poważną rozmowę.. a do tego czasu muszę się zastanowić, jak to zrobić. Trzymajcie kciuki. Bo ja czuję w swoim serduszku, że to jest właśnie to, na co czekałam.... i nieważne, że jest to akurat we Wrocławiu.
piątek, 1 października 2010
Orfeusz i Eurydyka
… i wtedy Eurydyka powiedziała Orfeuszowi, że nie powróci z nim do świata żywych. Nie chciał w to uwierzyć, ale wyraz jej twarzy wskazywał na to, że jest to ostateczna decyzja. Orfeusz stał w bezruchu przez dłuższą chwilę. Jego myśli przybierały najciemniejsze barwy. Uświadomił sobie, że stracił ją na zawsze. Nawet się nie pożegnała. Jej dusza odpłynęła w czeluści Hadesu.
Echo roznosiło muzykę Orfeusza po całym świecie. Nie były to te dźwięki, co kiedyś. Nie posiadały magii, która wnikałaby w ludzkie dusze. Nie wzbudzały zachwytu, nie ożywiały już martwej materii. Były to puste dźwięki, skazane na obojętność otoczenia. Orfeusz czuł, że jego talent gaśnie. Tylko obecność Eurydyki mogła mu pomóc.
Złoty sztylet lśnił tego dnia wyjątkowo. Jego blasku dorównywała jedynie aura zachodzącego słońca. Orfeusz czekał aż zapadnie zmierzch. Z każdą minutą był bliżej swojej miłości.
Ciemność okryła ziemię. Orfeusz nie czuł bólu ani strachu. Jego wola się dopełniła. Kałuża krwi zalała jedwabną narzutę okrywającą łoże.
Przed oczami Orfeusza ukazała się brama Hadesu. Nikt na niego nie czekał oprócz Charona, który miał przeprowadzić jego duszę przez Styks. Wokoło słychać było jęki potępionych, przerażające krzyki tych, którzy cierpieć będą wieczne męki w Tartarze. Wszędzie unosiła się mgła. Orfeusz na nic nie zwracał uwagi. Patrzył przed siebie i czekał, aż ujrzy swą muzę. Tę, dzięki której jego muzyka była najwspanialsza.
Eurydyka była już inną osobą. Patrzyła obojętnie na Orfeusza i chyba go nie poznawała. On, mimo że był teraz przy niej, nie odnalazł swojej miłości. Wena, którą tak bardzo pragnął odzyskać, przepadła, a wraz z nią odeszła w zapomnienie historia o wspaniałym artyście. Krople deszczu brzmiały już inaczej.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)