niedziela, 3 października 2010

Trudno tak......

Dlaczego jak ja się zakochuję, to musi to być albo popapraniec, albo facet zajęty albo po prostu ktoś, kto mieszka jakieś 400 km ode mnie? Tym razem chodzi o odległość....... i myślę, że to może być główna przeszkoda na drodze do mojego szczęścia w kwestii uczuć... Wszyscy mi mówią, że co ma być, to będzie. Ale ja nie chcę, żeby życie decydowało za mnie... to ja chcę decydować o swoim życiu. I może ktoś powie, że jestem nadgorliwa i upierdliwa, ale nic mnie to nie obchodzi. Czasami lepiej wyjść na głupka i wiedzieć, że przynajmniej się spróbowało, niż siedzieć cicho i 30 lat później pluć sobie w brodę i zastanawiać się, czy można było zrobić coś więcej. Za niecałe dwa tygodnie zdobędę się na odwagę i zacznę poważną rozmowę.. a do tego czasu muszę się zastanowić, jak to zrobić. Trzymajcie kciuki. Bo ja czuję w swoim serduszku, że to jest właśnie to, na co czekałam.... i nieważne, że jest to akurat we Wrocławiu.

2 komentarze:

  1. Znam ja te rozterki znam, ale wierzę, że każde serduszko znajduje w końcu swój bezpieczny port. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń