W październiku miałam piękny tydzień i był to oczywiście urlop. A potem wpadłam w wir pracy i nawet czasu nie było, aby o tym napomknąć. Otóż wybrałam się z dwiema dobrymi koleżankami na typowe wakacje do Turcji. Wyjazd planowany był już dużo wcześniej, pierwotna myśl była taka, żeby jechać do Tunezji. Jednak nieciekawa sytuacja w Libii, która sąsiaduje z Tunezją, skłoniła nas do zmiany decyzji. Stanęło więc na Turcji, która krajem dzikim już nie jest, a nawet można by rzec, że jest prawie w Europie, przy czym słowo "prawie" idealnie tu pasuje. Poszłyśmy do biura turystycznego no i się udało, znalazłyśmy idealny hotel w miejscowości Kemer, podpisałyśmy umowę, zapłaciłyśmy no i pozostało już tylko czekanie na wyjazd.
Wylot był o 7 rano, pora to zabójcza, tym bardziej, że trzeba być 2 godziny wcześniej. Na szczęście mój tata, niezawodny w takich sytuacjach, odwiózł mnie na lotnisko. Lot przebiegł bezproblemowo, pilot był mega przystojny :) No i wylądowałyśmy w Antalii..... słonko, temperatura około 26 stopni, no normalnie szok termiczny. Lekko zdezorientowane jakimś cudem dotarłyśmy, po odebraniu bagażu i wykupieni wizy, do stanowiska biura podróży. Nastąpił transfer do hotelu i nasze cudowne wakacje się zaczęły. Napiwki w Turcji potrafią zdziałać cuda - dostałyśmy wielki, rodzinny pokój na ostatnim piętrze z pięknym widokiem na góry. Po prostu poezja... aż się rano wstawać chciało.
Plaża była kamienista, ale błękit morza i widok szczytów górskich to rekompensował. Z resztą mnie to absolutnie nie przeszkadzało, a wręcz miało swój urok. Był pełen relaks, słonko prażyło, woda była cieplutka, żyć nie umierać.
Oczywiście oprócz leniuchowania i korzystania z dobrodziejstw all inclusive wybrałyśmy się też na dwie wycieczki. Pierwsza - rejs statkiem - to był strzał w dziesiątkę. Widoki, które się z niego roztaczały były jeszcze piękniejsze, niż te widoczne z plaży. Nie mogłam uwierzyć, że jestem tam i patrzę na to wszystko. Druga wycieczka to stały punkt programu chyba każdego turysty, będącego pierwszy raz w Turcji - Pammukale, czyli tarasy wapienne. Trudno to opisać, to po prostu trzeba zobaczyć.
Turcja to naprawdę piękny kraj, pełen przyjaznych i gościnnych ludzi. Jednak mimo swojej otwartości na świat, zachowała tajemniczość. I bardzo dobrze, bo dzięki temu jeszcze mocniej marzę o powrocie. Mam wielki sentyment do Kemeru, ale chciałabym także zobaczyć Izmir, Istambuł, a także wybrać się w inne regionu kraju. Kto wie, może uda mi się te plany zrealizować.
Dziękuję za odświeżenie starych wspomnień, może na kolejny Turecki rajd wybierzemy się razem! Ostatnie zdjęcie mogę skomentować tylko w jeden sposób:
OdpowiedzUsuń"Niebo otwarte nade mną".