Radziłam sobie z pewnym uczuciem przez ostatni rok, powolutku wygasało aż został lekko tlący się żar, schowany gdzieś pod spodem zagaszonych konarów, czekał na ostatni deszcz, aby zgasł do końca. Dzięki czemu obok zapłonąć mogło inne ognisko, na razie maluteńkie. Coś jednak się wydarzyło, wiatr zawirował a żar na nowo odżył powolutku zamieniając się w płomień. Czuję się teraz jak w zawieszeniu, znalazłam się w punkcie wyjścia, znowu przed tymi samymi wyborami. Nie wiem, co mam robić. Ogarnia mnie dziwne wrażenie, że cała historia się powtórzy, a ja już nie mam na to siły. Z drugiej jednak strony coś mi podpowiada, żeby spróbować, żeby nie patrzeć w przeszłość i dać sobie szansę. Sobie i jemu. Pytanie tylko, czy on dorósł, czy potrafi teraz dokończyć to, co zaczął rok temu.
Jednego jestem pewna - chcę prawdziwego uczucia, mężczyzny, któremu naprawdę będzie na mnie zależało, a gdzieś we mnie wisi myśl, że to jeszcze nie ten. Waham się, jestem w próżni.