czwartek, 28 lipca 2011

I ślubuję Ci...

...miłość, wierność oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci....w zdrowiu i chorobie, bogactwie i biedzie....aż łezka w oku się może zakręcić. Naszło mnie na rozmyślanie o ślubach, gdyż tydzień temu byłam na ślubie i weselu dobrej koleżanki ze studiów. Ludzie się poznają, zakochują (tak, niektórzy mają to szczęście), żyją sobie beztrosko i szczęśliwie, aż w końcu postanawiają ten związek zalegalizować. I wtedy zaczynają się schody, począwszy na organizacji całej uroczystości zaślubin, poprzez przyjęcie weselne, na poprawinach kończąc. Ile to trzeba się namęczyć, żeby dopiąć wszystko na ostatni guzik! Jeżeli ktoś postanawia stanąć przed ołtarzem, to jeszcze dochodzi suknia, oczywiście jak najpiękniejsza, kwiaty, przystrojenie kościoła no i oczywiście samochód-także udekorowany. Tyle tego jest, że nie starczyłoby mi tu miejsca. Reasumując, roboty jest od groma i trzeba mieć spore fundusze. Przykładowo wesele na 100 osób, plus sukienka, garnitur, limuzyna to koszt pewnie 30 000 zł, jeśli nie więcej. Tyle pieniędzy za ten jeden dzień i jedną noc. Niby wyjątkowy moment i trzeba go pamiętać do końca życia, ale mnie to trochę przeraża. Może to i lepiej, że nie mam póki co kandydata, bo najpierw muszę zaoszczędzić :)

środa, 20 lipca 2011

powrót

Coś nie mogłam się zalogować ostatnimi czasy i wiele przemyśleń mi umknęło, ale mam zamiar poszperać w zakamarkach mej pamięci i na pewno znajdę te moje myśli, a zapewniam - ciekawe były :)