czwartek, 3 lutego 2011

Nie lubię szpitali

Od trzech tygodni regularnie bywam w szpitalu, nienawidzę tego miejsca, ale wiem, że moja obecność podnosi babcię na duchu i jeśli mogę jej jakoś pomóc, to jest to dla mnie bardzo ważne. Ciężko mi patrzeć, jak ona cierpi i nie móc nic na to poradzić. Było już dobrze, już wstawała, mogła jeść... i znowu jest źle. Widzę w jej oczach, że już nie ma siły. Ta zawsze silna, wytrwała kobieta, która w szpitalu spędziła wiele dni, wiele lat, teraz już nie ma siły. Pierwszy raz widzę to w jej oczach. I jak tu się nie rozpłakać, kiedy siedzę przy jej łóżku? Wiem jednak, że nie mogę, muszę ją przecież wspierać. Muszę też wspierać dziadka, który też nie daje sobie z tym rady, martwi się, denerwuje, wieczory spędza w pustym domu bez swojej kochanej żony. Mam nadzieję, że niebawem się polepszy, że babcia wróci do zdrowia, do domu, do dziadka. A tym czasem po prostu muszę być przy niej. Jakże moje problemy sercowe wydają się przy tym błahe, jakie przyziemne i jak jest mi głupio, że tak się nimi przejmowałam. Bardzo kocham moją babcię.